ROVANIEMI 150 2015

Chodziły mi po głowie takie zawody już od kilku sezonów. Ciągle miałem jakieś wątpliwości, czy sobie poradzę z mrozem, śniegiem, czy jestem dobrze przygotowany na takie warunki. W końcu to bieg nie dwu-trzy godzinny, lecz 30 – 40, samowystarczalny.
Wreszcie znalazłem Rovaniemi 150 – 21-23.II. – zimowe warunki. Zdecydowałem się, pobiec sprawdzić, jak organizm zareaguje na kilkugodzinny bieg w niesprzyjających warunkach, mroźnych.
Wymagany sprzęt, który był sprawdzany dzień przed zawodami, zaraz po powrocie od Świętego Mikołaja to, kuchenka gazowa, garnek do gotowania posiłków, zapalniczka, karimatę, śpiwór o parametrach -30.C komfort, (który pożyczył Michał Olbycki), sanie (które można było wynająć od organizatora).

Sobota 22.II. godz. 8 rano, zawodnicy zaczynają zbierać przed linią startu. Każdy z zawodników zgłasza się u organizatora, składa podpis przed wystartowaniem. Wybiła 9.00. Wszystkie trzy grupy – biegacze, narciarze, rowerzyści ruszyliśmy w rajd, przygodę samowystarczalną.
Z mapki wychodziło że trasa będzie w miarę płaska, podbiegi łagodne. Okazało się że płasko było jedynie jak się biegło po zamarzniętej rzece, jeziorze na krótkich odcinkach dróg. Podbiegów było zdecydowanie więcej, niż można było wyczytać z mapki. Kilka razy po podejściu, siadałem na sanie, zjeżdżałem w dół, jak w dzieciństwie z górki na tyłku. Dwa odcinki były ciężkie trzeba było się przedzierać przez krzaki, zarośla, wielokrotnie sanki przewracały się, trzeba było odczepiać pas i stawiać sanki na „nogi”, w moim przypadku była to pewna trudność oraz strata czasu. To na całej trasie zdarzył się ze sto razy.

10998449_1065412756821867_590413841_o
Na trasie był też mostek do pokonania z rwącym strumykiem. Organizator powiedział że rok wcześniej, zawodnik wpadł, po czym musiał zrezygnować z dalszej przygody wytrzymałościowej. Aby nie przytrafiło mi się to samo, oblodzony mostek pokonałem na czworaka idąc do tyłu, ciągnąc sanie. Udało się.
Na 80 km ok. 24 godz., był punkt kontrolny na którym były najlepsze warunki do odpoczynku. Czułem się bardzo dobrze, zjadłem, napiłem się, ruszyłem w dalszą drogę. Długo to nie trwało, po ok. 2 godz. przedzierania się w dość niesprzyjających warunkach, wiatr, odczuwalna temp. -20.C, pierwsze objawy zmęczenie, senność. Całe szczęście że złapało mnie to już na ubitej drodze, na której wielokrotnie łapałem zające.
Dwa razy, no nie trzy razy zboczyłem z trasy. Dwa przez co zrobiłem 5 km więcej, zawsze mi mało. Trzeci raz zboczyłem za potrzebą, którą i tak tam nie zrobiłem, gdyż śnieg sięgał mi do ud. Musiałem się wygrzebać i zrobić na poboczu drogi, w kibelek wykonany butem, po czym zasypany.

WP_20150221_08_59_54_Pro20150221091030
Ostatni punkt kontrolny 140 km, zbliża się, jak dla każdego zawodnika upragniona meta. Zostało tylko 10-11 km, tak blisko a jednocześnie daleko. Widziałem już wysokie przęsło mostu, za którym była meta. Starałem się biec, iść dotrzeć do punktu jak najszybciej, lecz zamiast się zbliżać, przęsło się nie zbliżało. W trakcie tego odcinka przyłączyło się dwójka fińskich narciarzy, którzy towarzyszyli mi, do czasu gdy na przeciw wybiegł Kamil, który przekazywał wszystkie wiadomości na FB.
Po ukończeniu biegu byłem bardzo zadowolony, że udało się pokonać trasę, w zamierzonym czasie, bez żadnych problemów.
Dopiero po powrocie do domu dowiedziałem się że w kat. open mężczyzn – 4 miejsce. To mnie bardzo zaskoczyło, gdyż na tym biegu jak i na innych, zawsze walczę sam ze sobą, z własnymi słabościami nigdy nie walczę o miejsce lecz o pokonanie trasy.
Na koniec chciałbym bardzo podziękować Gosi Śmieszek, Kamilowi Jagodzińskiemu za miłe przyjęcie jak i pomoc w trakcie pobytu w Rovaniemi, inov-8 – za udostępnienie sprzętu, Michałowi Olbryckiemu za śpiwór.

 

Zapisz