Bieg dla Asi

Bieg dla Asi to ponad 500 km, które Darek przebył w ciągu tygodnia – z Łap, gdzie mieszka on, do Poznania, gdzie mieszka ona – pierwsza podopieczna Fundacji Zwycięzca, czyli Asia. Przez cały tydzień Darkowi towarzyszył Mikołaj i to jemu oddajemy głos…

Pamiętam jak dziś tę wyjątkowo ciepłą styczniową niedzielę, w którą dopełniła się jedna z najpiękniejszych przygód mojego życia. Przygoda pełna pasji, przyjaźni, poświęcenia i dobrego, szczerego serca.

Bezwzględnym bohaterem pierwszego planu był oczywiście sam Darek. Swoim nadludzkim wysiłkiem wsparł w potrzebie Asię – zmagającą się z dystrofią mięśniową podopieczną swojej fundacji. Bohaterami byli też wszyscy biegacze przyłączający się do niego na trasie. I nieważne, czy towarzyszyli mu przez kilkaset metrów czy kilkadziesiąt kilometrów, wszyscy stali się współautorami wielkiego zwycięstwa. To dzięki nim Darek odnajdywał w sobie siłę by biec, gdy nogi nie były w stanie iść. To dzięki nim inicjatywa Darka stała się wspólną inicjatywą setek albo i tysięcy ludzi. To dzięki nim jego droga z Łap do Poznania była tak gwarna i efektowna. Wreszcie to dzięki nim fundacyjna puszka wypełniała się tak ochoczo, aż w końcu wypełniła się po brzegi i na mecie wyrzuciła z siebie kwotę pozwalającą sfinansować nie część a całość zabiegu przeszczepu komórek macierzystych u Asi.

Jednak ta krótka opowieść nie będzie o Darku ani o jego towarzyszach biegaczach, nie będzie nawet o bieganiu, lecz o niezwykłych ludziach, którzy przyjmowali nas pod swoje dachy sprawiając, że na każdym z ośmiu punktów noclegowych na trasie „Biegu dla Asi”, przez chwilę mogliśmy poczuć się jak w domu. Piszę o „nas”, ponieważ miałem zaszczyt i przyjemność towarzyszyć Darkowi przez całe 530 kilometrów tej niezapomnianej wyprawy.

– Darek, gdzie będziemy spać?
– Zobaczymy, coś się znajdzie, najwyżej poprosimy o nocleg w jakiejś szkole, a jak nie to będziemy spać w samochodzie.

Tak wyglądały całe nasze ustalenia co do logistyki biegu. Pełna profeska, prawda? Na szczęście tuż przed startem z pomocą przyszła nam nieoceniona Ania z fundacji, wykonała kilka telefonów, puściła parę wiadomości na facebooku i w ciągu niecałych dwóch dni mieliśmy załatwione noclegi w każdym z punktów. Można było ruszać!

Jeśli coś mnie przed startem niepokoiło, to na pewno zastanawiałem się, jak to będzie spać codziennie w innym otoczeniu, u innych ludzi. Rozważałem w myślach, czy nie będzie problemu z prysznicem dla Darka, z upraniem biegowych ciuchów albo z korzystaniem z kuchni. Jednak moje wątpliwości zniknęły już pod koniec pierwszego dnia, a każdy kolejny etap tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że to nie może być przypadek, że na naszej drodze stają sami dobrzy ludzie. I jeśli dotychczas nie miałem pewności czy wierzę, wszystko co wydarzyło się podczas „Biegu dla Asi”, dało mi pewność całkowitą – tak, wierzę w ludzi!

Sławek z Zaręb Kościelnych, Michał i jego teściowie z Tłuszcza, Magda z Warszawy, Kasia i Jerzy ze Strzybogi, Michał z rodziną z Łodzi, rodzina Piątkowskich z Uniejowa, Dominik i Maria z Konina, Ilona i Maciej Łosińscy z Wrześni – wszyscy ci ludzie odegrali szczególną rolę w powodzeniu „Biegu dla Asi”. Gdyby nie oni, nie ich gościnność, otwartość, dobre serce, nie wiadomo jak to wszystko by się skończyło. Byli dla nas jak dobre duchy, przyjmowali nas, obcych sobie ludzi, jak najlepszych przyjaciół, a na dodatek zawsze czekała nas u nich gorąca kolacja, ciepły prysznic i wciąż powtarzające się pytanie: „czy nic więcej wam nie potrzeba?”. Żadne z nich nie pozwoliło ruszyć Darkowi w dalszą trasę bez śniadania, niektórzy lali do termosu specjalnie przygotowaną pomidorówkę, „żeby Darek miał coś ciepłego na kryzys”. To była słynna polska gościnność w najlepszym wydaniu. Dość powiedzieć, że na całej trasie żaden z nas ani razu nawet nie zamoczył swojego ręcznika – wszystko mieliśmy zapewnione. A jakby tego było mało, wszyscy jak jeden mąż, oprócz goszczenia nas, na odchodne dorzucali się do fundacyjnej puszki „dla Asi”. Wciąż nie mogę uwierzyć w moc wsparcia i dobroci, w jaką nas wyposażyli. Cudowni ludzie!

Bieg się skończył, Asia jest po zabiegu, Darek zdążył już wybiegać kilka kolejnych medali, jednak wspomnienia pozostają wciąż żywe. To najpiękniejsze wspomnienia, jakich mogę życzyć każdemu, wspomnienia pełne ludzi, których nie sposób zapomnieć…

Autorem tekstu jest Mikołaj Kowalski-Barysznikow, www.biegajsercem.blogspot.com